Legendy Nowego Orleanu – Delphine LaLaurie cz.1

Jedna z nich nawiązuje do czasów niewolnictwa. Opowiada historię Madame Delphine LaLaurie, arystokratki która wraz z mężem Doktorem Louisem LaLaurie zamieszkała w pięknym domu przy Royal Street 1140.

Posiadłość była niebywała jak na tamte czasy. W jednym z artykułów, który ukazał się w gazecie codziennej „Daily Picayunne” w 1892 roku, Marie L. Puents pisała: “pokoje były przestronne i pięknie zdobione, kominki wysokie i staroświeckie. Żyrandole niezwykle wyjątkowe i rzadko spotykane, natomiast okna – wysokie i szerokie”.

Madame LaLaurie stała się jedną z najbardziej znanych osobistości miasta, była uznawana za niebywale piękną i inteligentną kobietę z ogromnym stylem.  Jej dom był w owym czasie jednym z miejsc, w którym często bawiła tamtejsza elita, a sama Delphine była dla nich niezwykle uprzejma i gościnna, stale spełniając wszystkie zachcianki swoich gości.

Ale to była jedna strona LaLaurie, ta, z której znali ją tylko goście. Kobieta miała jeszcze jedną twarz, tę bardziej mroczną, której początkowo nikt nie zauważał…no może poza ludźmi, którzy z nią przebywali.

Z tej historii wielu gości, którzy wówczas wspólnie biesiadowali z Delphine, pamiętało jednego przystojnego kamerdynera, który zawsze jej towarzyszył. Wspominano, że podczas obiadów zostawiała mu na koniec łyk wina w swojej lampce. Co oczywiście było dla niego oznaką wyjątkowości. Jednak sytuacja wyglądała inaczej z pozostałymi niewolnikami. Nie byli oni tak eleganccy jak wspomniany kamerdyner. Mówiono o nich “cienie”, dlatego, że byli praktycznie niezauważalni w domu. To doprowadziło do pierwszych komentarzy, które mówiły, że  LaLaurie traktuje swoich niewolników niezwykle okrutnie. Jedna z nowin głosiła, że ponoć trzymała swojego kucharza przykutego łańcuchami do pieca w kuchni, gdzie były przygotowane posiłki.

Pewien sąsiad o imieniu Montreuil zauważył, że w domu LaLaurie dzieje się coś dziwnego. A mianowicie, że niewolnicy przychodzą i znikają bardzo często i nie pozostaje po nich  ślad. Zgłosił to do lokalnych władz, ale nic z tym nie zrobiono. Inna sąsiadka była świadkiem zdarzenia (które widziała na schodach swojego domu), w którym LaLaurie goniła z batem małą dziewczynkę po dziedzińcu. Ta uciekała schodami na samą górę, do momentu, w którym dostała się na dach. Wtedy dziecko poślizgnęło się i spadło. Podobno sąsiadka twierdziła, że widziała później zakopaną małą niewolnicę w płytkim grobie na dziedzińcu.

Prawo w tamtym czasie zabraniało okrutnego traktowania niewolników. Po tym wydarzeniu  zostało podjęte śledztwo. W jego trakcie skonfiskowano niewolników Delhpine i kazano sprzedać ich na aukcji. Niestety,  LaLaurie okazała się sprytniejsza i poprosiła  kilku krewnych o to aby odkupili niewolników, a następnie sprzedali jej ich w tajemnicy ponownie…. CDN.

Kuba Kucharski

Na podstawie:
Troy Taylor, Haunted New Orleans: history & hauntings of the Crescent City